Dawno nie opisywałam na blogu ulubieńców, ale było to spowodowane głównie tym, że nie zbierała się u mnie gromadka kosmetyków zasługują...

Ulubieńcy Lutego | 2017

19:00 angelinacosmetics 28 Comments


Dawno nie opisywałam na blogu ulubieńców, ale było to spowodowane głównie tym, że nie zbierała się u mnie gromadka kosmetyków zasługujących na takie miano. Jakoś nic mnie nie zaskakiwało w ostatnim czasie, więc i nie było o czym pisać. W lutym jednak używałam namiętnie kilka produktów, może nie są to jakieś odkrycia kosmetyczne, bo z pewnością większość tych produktów dobrze znacie, ale z pewnością są to kosmetyki które bardzo lubię i towarzyszą mi codziennie. Zapraszam więc do czytania.


Zima to czas, w którym moje dłonie są mocno wysuszone od mrozu i wiatru. Potrzebuję, więc dobrego nawilżenia. Znalazłam takie w serum do bardzo suchej skóry od firmy India. Świetnie odżywia skórę, wygładza i nie pozostawia lepkiej warstwy. Jakoś bałam się go używać na twarz, ale na dłoniach sprawdza się wyśmienicie i póki co mam już swój idealny krem do rąk. 


Jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, to tutaj prym wiodą dwa produkty, a są to aloesowy żel do twarzy od Mizon, o którym pisałam Wam TUTAJ oraz ujędrniające serum do twarzy od Mokosh. Serum to świetnie nawilża skórę, bez obciążenia i zapchania, świetnie współgra z kremami zarówno tymi gęstymi, jak i o żelowej konsystencji. W dodatku pięknie pachnie pomarańczą. 

Jeśli chodzi o makijaż tutaj na czele stoi pomadka do ust od Wibo Million Dollar Lips w kolorze 01. Pomadka już wręcz kultowa i jak się śmieją niektórzy "widmo", ponieważ dostać ją w jakimkolwiek Rossmanie graniczy z cudem. Piękny kolor marsali pasuje do każdego makijażu, zarówno tego dziennego, jak i wieczorowego. Pomadka utrzymuje się cały dzień i daje efekt całkowitego matu. Nosi się całkiem wygodnie, jedynym minusem jest to, że po aplikacji lekko się lepi, ale przypudrowanie jej załatwia sprawę. Pisałam o niej w tym wpisie
W ostatnim czasie również często sięgałam po krem CC od Bourjois. Świetnie kryje jak na tego typu kosmetyk, ma ładny żółciutki kolor i wygląda bardzo subtelnie i naturalnie. 
Jeśli chodzi o makijaż brwi niekwestionowanym ulubieńcem, i to od dłuższego czasu, jest pomada z Inglota. Trwała jak diabli, wygląda na brwiach bardzo dobrze, można nią wyczarować zarówno subtelny makijaż, jak i mocne brwi prosto z Instagrama. Pisałam o niej więcej TUTAJ 




Tak się prezentują ulubieńcy lutego, ciekawa jestem czy któryś z tych kosmetyków znacie i również lubicie? Piszcie jakie są Wasi ulubieńcy

______________________________________________________________________________
Chcesz więcej? Dołącz do mnie 
Instagram @angelinacosmetics

28 komentarze:

Z azjatyckimi kosmetykami dopiero się zapoznaję, choć blogsferę zdążyły podbić już dawno. Zachęcają dobrymi składami, kolorowymi opakowan...

Mizon Aloes 90 Soothing Gel | Wielofunkcyjny żel aloesowy

10:25 angelinacosmetics 44 Comments


Z azjatyckimi kosmetykami dopiero się zapoznaję, choć blogsferę zdążyły podbić już dawno. Zachęcają dobrymi składami, kolorowymi opakowaniami i nietypową formą. Jeszcze do niedawna o żelu aloeasowym nikt nie słyszał, dziś znajduje się w kosmetyczce wielu kobiet, a na wszelkich internetowych drogeriach widnieje w zakładce "bestseller". Dzisiaj z jednym  takim do Was przychodzę, jeśli jeszcze nie miałaś do czynienia z tym kosmetykiem, to przybliżę Ci dzisiaj jego działanie.

Jak działa Aloes Soothing Gel od Mizon?
Ten azjatycki żel składa się w 90% z soku aloesowego, który pochodzi z roślin rosnących na wyspie Jeju. Wzbogacony został dodatkowo w kwas hialuronowy, który dogłębnie nawilża skórę. Zawiera również składniki łagodzące, jak alantoina oraz ekstrakty z portulaki, piwonii i irysa. Zabezpiecza również skórę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, dzięki zawartości lilii, konwalii, szarotki i maliny. Przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry i ma za zadanie łagodzić i nawilżać, chronić i uelastyczniać. Można go stosować zarówno na dzień, jak i na noc. 

Zapach, konsystencja, opakowanie
Produkt, jak sama nazwa wskazuje, ma lekką, żelową konsystencję, która błyskawicznie się wchłania. Bardzo delikatny i świeży zapach nie zapada na długo w pamięci, ale z pewnością uprzyjemnia samą aplikację. Żel zamknięty jest w lekkiej, plastikowej butelce zakręcanej korkiem z otworem odpowiedniej wielkości, by wydobyć tyle produktu, ile potrzebujemy. Podejrzewam, że gdy produkt będzie się kończył z wydobyciem będą większe problemy i trzeba będzie po prostu opakowanie rozciąć. Pompeczka miałaby tu zbawienne działanie. 

Jak można go stosować?
W związku z naturalnym składem, kosmetyk może być używany na wiele różnych sposobów. Podstawowym zadaniem ma być pielęgnacja twarzy, jednak świetnie się sprawdzi również na włosach oraz ciele, wszystko zależy od naszych preferencji. U mnie na włosach spisał się dobrze, jednakże przez swoją niewielką pojemność i moje długie i bardzo gęste włosy pożegnaliśmy z tą formą pielęgnacji, ponieważ wystarczyłby mi może na dwa, trzy razy. Jeśli chodzi o twarz jest niezwykle wydajny, a i tutaj możliwości jego stosowania jest wiele. 
► Maseczka - nałóż grubszą warstwę żelu na twarz i pozostaw na pół godziny do wchłonięcia, resztki zmyj wacikiem nasączonym płynem micelarnym. Taki zabieg złagodzi wszelkie podrażnienia skóry, na przykład po mocnym peelingu. 
► Myjący żel - nałóż go na mokrą twarz i masuj okrężnymi ruchami, po czym obficie spłucz. Uwaga, nie ma właściwości silnie myjących - radziłabym używać po uprzednim demakijażu. 
► Serum pod krem - zanim nałożysz swój ulubiony krem na noc, użyj żelu aloesowego. Bardzo szybko się wchłania, a dzięki swoim składnikom nawilżającym i łagodzącym, podkręci działanie kremu. 
► Baza pod makijaż - rano możesz stosować go pod makijaż, jak już wspomniałam, wchłania się całkowicie i to w szybkim tempie, nie pozostawiając lepkiej czy tłustej warstwy, więc świetnie się do tego nada. Zarówno  tradycyjne podkłady, jak i mineralne dobrze się na nim trzymają i nie rolują w ciągu dnia. 

Moje wrażenia 
Ja ten żel, jednym słowem, uwielbiam. Świetnie się wchłania i, mimo bardzo lekkiej konsystencji, długotrwale nawilża bez zapychania.  Używam go zarówno rano pod makijaż, jak i wieczorem, pod krem na noc. Moja mieszana cera bardzo się z nim polubiła. Przetłuszczająca strefa T się nie zapycha, a wrażliwa i podrażniona skóra na policzkach odczuwa dużą ulgę. Moja skóra wręcz go "wypija" i po użyciu jest niezwykle miękka w dotyku, po miesiącu stosowania, zrobiła się bardziej elastyczna, a zaczerwienienia zostały zredukowane. Jest to mój niekwestionowany ulubieniec i jeśli jeszcze zastanawiasz się nad jego użyciem, to mam nadzieję, że rozwiałam Twoje wszelkie wątpliwości. Ja już zamówiłam kolejne opakowanie. 



Cena za 50ml to około 30 zł, dostaniecie go na wielu drogeriach internetowych i w sklepach z azjatycką pielęgnacją. 
__________________________________________
Znacie żel aloesowy? Lubicie azjatycką pielęgnację?

44 komentarze:

Każda kobieta doskonale wie jak bolesna i uciążliwa może być depilacja ciała i twarzy, szczególnie jeśli ma wrażliwą i delikatną skórę. ...

Veet Sensitive Precision | Delikatnie usuń niechciane włoski z twarzy i ciała

10:00 angelinacosmetics 26 Comments


Każda kobieta doskonale wie jak bolesna i uciążliwa może być depilacja ciała i twarzy, szczególnie jeśli ma wrażliwą i delikatną skórę. Ja należę do tego grona osób, które depilacji szczerze nienawidzą, wyjątkowo nieznośne jest dla mnie wyrywanie włosków na łuku brwiowym. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją gadżetu kosmetycznego, który ma ułatwić nam depilację ciała i twarzy i co najważniejsze ma to robić zupełnie bezboleśnie, mowa tu o trymerze Veet Sensitive Precision. 


Czym się wyróżnia? Jest to niewielki, poręczny przyrząd, który umożliwi nam nie tylko przycięcie włosków, ale również skrócenie, czy formowanie. Zawiera dwie wymienne głowice, jedna przeznaczona do depilacji twarzy, druga natomiast przyda się w okolicach bikini, czy pach. Trymer zasilany jest jedną baterią AA i jest niezwykle łatwy w użyciu. Nie martw się o zacięcia, urządzenie ma tak skonstruowane ostrza, aby nie dotykały skóry. Dzięki temu rozwiązaniu nie podrażnia nawet wrażliwych miejsc. 


Pierwsza mała głowica tnąca posiada ostrza o wymiarach  6 i 16 mm i przeznaczona jest do regulacji i przycinania brwi, nadawania kształtu brwiom, usuwania wąsika, czy niechcianych włosków na twarzy. Do głowicy dołączona jest również nasadka grzebieniowa do skracania włosków, dzięki której możemy skrócić długość włosków o 2 lub 4 mm i nakładka ochronna, która ma chronić ostrza na przykład w trakcie podróży. 



Głowicę z ostrzami przeznaczonymi do depilacji twarzy można w łatwy sposób wymienić na większa głowicę tnącą, która służy do przycinania włosków na ciele, między innymi bikini, czy pach. Ta głowica również ma tak skonstruowane ostrza, aby nie dotykać naszej skóry, dlatego też przycina włoski w tak wrażliwych miejscach jak bikini i nie powoduje podrażnień. Do tejże głowicy również została dołączona nakładka, umożliwiająca skrócenie włosków o kilka milimetrów. W zestawie znajdziemy również maleńką szczoteczkę do czyszczenia ostrzy oraz saszetkę, umożliwiającą przechowywanie lub zabranie trymera w podróż. 



Jak dla mnie jest to świetny gadżet kosmetyczny. Wreszcie niweluję włoski z twarzy bezboleśnie i bez podrażnień. Usuwam owłosienie pod łukiem brwiowym i skracam odstające włoski, dzięki czemu moje brwi mają taki kształt jaki chce. Pozbywam się również nim wąsika i już nie muszę używać kremów do depiacji, które nieprzyjemnie pachną i wywołują u mnie podrażnienie. W miejscach takich jak bikini również dobrze się sprawdza, możemy zapomnieć o swędzących krostkach po maszynce do golenia. To produkt, który spełnia moje oczekiwania i polecam go każdemu, kto nie lubi depilacji i chciałaby, aby ta czynność odbyła się szybko, bezboleśnie i bez podrażnień. Należy oczywiście pamiętać, że trymerem skracamy włoski przy samej skórze, więc tempo ich wzrostu będzie szybsze niż w przypadku wyrwania ich z cebulką. 

Ceny trymera wahają się od 79 - 109 zł. 

26 komentarze:

Moja pielęgnacja włosów nie jest jakoś przesadnie skomplikowana, choć nie wyobrażam sobie, aby mycie włosów obyło się bez maski lub odż...

Kosmetyki do włosów Chantal Sessio | Kuracja olejkiem arganowym

13:05 angelinacosmetics 10 Comments


Moja pielęgnacja włosów nie jest jakoś przesadnie skomplikowana, choć nie wyobrażam sobie, aby mycie włosów obyło się bez maski lub odżywki. Najzwyczajniej w świecie moje grube włosy byłyby bez tych kosmetyków splątane i rozczesanie ich sprawiałoby duże problemy. Dlatego zawsze mam pod ręką maskę do włosów i odżywkę i dzisiaj chciałabym przedstawić Wam dwa takie produkty od firmy Chantal Sessio. 


Wybrałam kurację z olejkiem arganowym i przez ostatnie tygodnie testowałam zarówno maskę, jak dwufazową odżywkę bez spłukiwania. Jak się sprawdziły?
Zacznijmy może od maski. Produkt zamknięty jest w plastikowym, solidnym, zakręcanym opakowaniu. Plastik jest dobrze wykonany, kilkakrotnie opakowanie wypadło mi z rąk i nic złego się z nim nie stało. Na opakowaniu mamy wszystkie informacje i skład, problem w tym, że nie po polsku. Informacje o tym jak używać maski są po angielsku, francusku, a nawet arabsku, więc jeśli nie znasz żadnego z tych języków musisz używać ją tak jak Ci się wydaje. Trochę dziwne, skoro sprzedawane są na polskim rynku. 
Producent zaleca nakładać maskę na umyte, wilgotne włosy i pozostawić na kilka minut po czym dokładnie spłukać. Zapach ma słodki, lekko chemiczny, nie utrzymuje się długo na włosach. 
Jeśli chodzi o skład daleko mu do naturalnego, olejek arganowy znajduje się dopiero na piątym miejsku, ustępując PEG-om i alkoholowi. Mimo to nie wyrządziła mi żadnej krzywdy, włosom również. 
Maska ma biały kolor i średnio gęstą konsystencję, łatwo nakłada się na włosy, nie spływa z nich. 
Włosy po jej nałożeniu są gładkie i miękkie, choć nie są tak sypkie i łatwe w rozczesaniu jak oczekiwałam. Maska sprawdzi się raczej przy włosach niefarbowanych i mało zniszczonych, na moje rozjaśniane jest zwyczajnie zbyt słaba. 


Dwufazowa odżywka bez spłukiwania z olejkiem arganowym to już zupełnie inna bajka. Uwielbiam odżywki bez spłukiwania z GlissKura, a ta stanowi dla nich dużą konkurencję. Zacznę od tego, że zamknięta jest w plastikowej butelce o pojemności 200 g z bardzo wygodnym aplikatorem. Na butelce została umieszczona naklejka z objaśnieniem używania w języku polskim. 
Skład również typowo drogeryjny, olejek arganowy na czwartym miejscu.
Zapach ma identyczny jak maska, mniej jednak wyczuwalny. 
Przed użyciem należy odżywkę dobrze wstrząsnąć  i dopiero nakładać na wilgotne, uprzednio umyte włosy. Włosy świetnie się rozczesują, szczotka dosłownie po nich sunie, niwelując wszelkie kołtuny. Nie obciąża włosów, nawet nałożona na sucho ułatwia rozczesywanie i łagodzi puszenie się kosmyków. Działa identycznie jak odżywki z GlissKur, z tym że ma wygodniejszy aplikator i niższą cenę. 

Podsumowując, maska okazała się być zwyczajnie zbyt słabo nawilżająca i na moje rozjaśniane włosy niewystarczająca, natomiast odżywka bez spłukiwania towarzyszy mi przy każdym myciu i zdegradowała ulubione, do tej pory, odzywki GlissKur

Maskę kupicie w sklepie Chantal Sessio w cenie około 10 zł/200 g, natomiast dwufazową odżywkę w cenie około 13 zł/200 g.

Słyszałyście o tej marce? 

10 komentarze:

Róż do policzków, potrafi nadać cerze promienności i kolorytu. Muśnięta tym kosmetykiem skóra wygląda zdrowo i świeżo. Dzisiaj przychodzę...

Róż WIBO Ecstasy 3 | Tańszy odpowiednik różu NARS

11:01 angelinacosmetics 30 Comments


Róż do policzków, potrafi nadać cerze promienności i kolorytu. Muśnięta tym kosmetykiem skóra wygląda zdrowo i świeżo. Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją różu do policzków od WIBO, który, co widać na pierwszy rzut oka, jest mocno inspirowany różem NARS. Nie miałam nigdy do czynienia z oryginałem, więc nie będzie to recenzja porównawcza.


Opakowanie jest wykonane z solidnego  matowego plastiku, zamyka i otwiera się bezproblemowo. W środku zostało umieszczone również niewielkie lusterko, co daje dużą wygodę. Kształtem i gabarytem do złudzenia przypomina kultowy i znany wszystkim róż NARS'A. Nawet napisy na opakowaniu są stylizowane na oryginał. 

Kolor który posiadam to Ecstasy 3, ciemny kolor różu z małymi drobinkami. Róż jest mocno napigmentowany, wystarczy odrobina by musnąć nim policzki. Dobrze nabiera się na pędzel, jest dość pudrowy, nie osypuje się. Jedynym minusem jest jego suchość, dość ciężko go rozblendować i trzeba naprawdę uważać, by nie zrobić sobie plam. 

Uważam, że to całkiem dobry produkt za niewielkie pieniążki. Z pewnością nie jest tak dobry jak oryginał, wszak za róż NARS trzeba wydać prawie 200 zł i nie bez powodu stał się kultowym. Jeśli jednak szukacie czegoś niedrogiego, w wygodnym opakowaniu i o dobrej pigmentacji, to WIBO ma w swojej szafie całkiem dobrą ofertę. Dostaniecie go w cenie 20 złotych w praktycznie każdym Rossmanie i na stronie producenta. 



Co sądzicie o takiej inspiracji kultowym produktem?  

30 komentarze:

Korektor w moim makijażu jest nieodłącznym elementem. Nie tylko jestem w stanie zakryć nim niedoskonałości, ale również ukryć cienie po...

Moje TOP 3 korektorów do twarzy

11:42 angelinacosmetics 35 Comments


Korektor w moim makijażu jest nieodłącznym elementem. Nie tylko jestem w stanie zakryć nim niedoskonałości, ale również ukryć cienie pod oczami, po nieprzespanej nocy, rozświetlić spojrzenie, wykonturować twarz i nadać jej trójwymiarowości. Warto mieć ten kosmetyk w swoim zbiorze. Na rynku obecnie jest tyle różnych rodzajów korektorów, że możemy używać ich na różne sposoby w zależności od preferencji i problemu, który trzeba skorygować. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić moje ulubione trzy drogeryjne korektory, do których wracam i które dobrze sprawdzają się na różne sposoby.


Eveline ArtScenic 2w1 kryjąco-rozświetlający nr 04 Light Beige
Zużywam już czwarte opakowanie. Lekki korektor z olejkiem arganowym, który idealnie sprawdzi się pod oczy. Nie wchodzi w zmarszczki i delikatnie rozświetla spojrzenie. Jego krycie jest średnie, z powodzeniem zakryje delikatnie cienie i lekkie zasinienia. Przypudrowany wytrzymuje na twarzy kilka godzin i nie roluje się w ciągu dnia. Nie wysusza skóry pod oczami, a kolor 04 to bardzo ładny odcień beżu, bez różowych tonów, który, co bardzo ważne, nie ciemnieje po aplikacji. Korektor jest tani (około 15 zł)  i dostępny w każdym Rossmanie. 


Loreal True Match 01 Ivory 
To już cięższy kaliber. Mocniej kryjący niż Eveline, idealny do zakrycia większych cieni pod oczami. Trzeba uważać z jego ilością, ponieważ lubi się zrolować i stworzyć nieestetyczne ciastko. Jest bardzo trwały, przypudrowany wytrzymuje cały dzień. Nada się więc do makijażu wieczorowego i konturowania twarzy. Przez swoją kryjącą formułę spisze się również do zakrycia wyprysków i zmian skórnych. Kolor 01 jest niezwykle jaśniutki, wpada  w żółte tony i nie oksyduje. Dostaniecie go w cenie około 40 zł. 


Catrice Camouflage 020 Light Beige, korektor w kremie
Ten wybór chyba nikogo nie dziwi. Wszak korektor ten stał się już kultowy. Bardzo mocno kryjący, potrafiący zakryć nawet spore zmiany skórne, zaczerwienienia, naczynka. Nie używam go pod oczami, jest dla mnie zbyt ciężki, z tego też względu wybrałam kolor 020, który pasuje do mojej twarzy i używam go w razie awaryjnych sytuacji. Jest niezwykle trwały, przypudrowany spokojnie wytrzymuje na twarzy cały dzień, nie migruje i nie roluje się. Jeśli szukasz czegoś o fenomenalnym kryciu - nie zawiedziesz się. W drogerii Natura znajdziecie go w cenie około 15 zł. 


Oto jak prezentują się na skórze, od lewej Eveline Art Scenic, Loreal True Match, Catrice Camouflage. 

Oto moje TOP 3 korektorów do twarzy, które świetnie się spisują i używam ich na co dzień. Eveline idealny na codzienne rozświetlenie spojrzenia, Loreal na większe wyjścia, kiedy ważna jest dla mnie trwałość, natomiast Catrice w awaryjnych sytuacjach, gdy zaskoczy mnie jakaś niedoskonałość. 

A jakie są Wasze ulubione korektory? 

35 komentarze:

Kolor nude, tak uniwersalny, że sprawdzi się na wszystkie możliwe okazje. Zawsze wygląda dobrze i jest totalnie ponadczasowy. Uwielbiam ...

Lakier hybrydowy Neess w kolorze Karmelowa Tęsknota | Nude idealny

15:08 angelinacosmetics 17 Comments


Kolor nude, tak uniwersalny, że sprawdzi się na wszystkie możliwe okazje. Zawsze wygląda dobrze i jest totalnie ponadczasowy. Uwielbiam go nosić na co dzień, jest klasyczny i pasuje do każdej stylizacji. Odcieni nude jest obecnie tyle, że każda z nas może wybrać odpowiedni do swoich preferencji i karnacji. 
Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam mój najbardziej klasyczny i jednocześnie ulubiony kolor z kolekcji od Neess, czyli "Karmelowa Tęsknta". Kolor ciepły, bez różowych tonów, który będzie pasował do większości karnacji. 


Lakier mimo iż należy do jasnych odcieni ma dobrą pigmentację, dwie cienkie warstwy wystarczą by pokryć paznokcia bez widocznych prześwitów. Najlepiej prezentuje się, gdy nałożymy go na białą bazę. Nie tworzy smug, ani nie kurczy się podczas włożenia paznokcia do lampy. Dobrze współpracuje z innymi bazami i topami, ja używałam z Semilaca. Nie jest zbyt gęsty, ma cienki pędzelek i nakłada się bezproblemowo, nie powinien sprawiać kłopotów nawet takim laikom w malowaniu paznokci jak ja. 


Lakiery Neess możemy dostać w sklepie internetowym, ale również stacjonarnie w outletach kosmetycznych w cenie około 30 zł / sztukę. 

Lakier Neess dobrze się u mnie sprawdził i jeśli szukacie alternatywy dla Semilaca czy NeoNail, to ja ową firmę polecam. Mają naprawdę dobrej jakości lakiery i bardzo dużą bazę kolorystyczną. "Karmelową Tęsknotę" pokochałam, bardzo często gości na moich paznokciach, kolor jest nienachalny, bardzo elegancki i świetnie sprawdza się na co dzień,. Uniwersalny i ponadczasowy - ja nude uwielbiam, a Wy? 


17 komentarze:

Do demakijażu twarzy używamy różnych produktów w zależności od preferencji, jedne z nas sięgają po płyny micelarne, inne po olejki, jeszc...

Tołpa Dermo Face Physio | Żel do demakijażu oczu

10:12 angelinacosmetics 15 Comments


Do demakijażu twarzy używamy różnych produktów w zależności od preferencji, jedne z nas sięgają po płyny micelarne, inne po olejki, jeszcze inne po żele. Produktów do usuwania makijażu jest dużo, a dzisiaj przedstawię Wam jeden z nich od firmy Tołpa, czyli delikatny żel do demakijażu oczu. Produkt posiada delikatne pH i ma za zadanie usuwać zanieczyszczenia, nie naruszając przy tym warstwy hydrolipidowej naskórka.  Dodatkowo ma nawilżyć naszą skórę i może być używany po zabiegach dermatologicznych.  Jak jest jednak ze skutecznością?


Żel zamknięty jest w plastikowej zamykanej butelce o pojemności 150 ml. Jest przeźroczysty i ma bardzo neutralny, rzekłabym, że nawet ledwo wyczuwalny, zapach.  Na zwilżonej wodą skórze dobrze się rozprowadza i nie pieni.

Używałam go zarówno do demakijażu twarzy jak i, wedle przeznaczenia, do oczu. I jak w przypadku twarzy radził sobie całkiem dobrze, usuwając podkład, róż i bronzer, tak już przy usuwaniu tuszu do rzęs, cieni do powiek, czy eyelinera miał już spore opory.  Wprawdzie rozpuszcza makijaż, ale w okolicach oczu zostawia po prostu uroczą pandę, którą trzeba usunąć dodatkowo płynem micelarnym.

Skóra po jego użyciu jest miękka i nie towarzyszy nam uczucie ściągnięcia, typowe dla niektórych bardziej agresywnych żeli.  Żel pozostawia na skórze delikatny, ochronny film.  Mam jednak przez to wrażenie, że jest nieoczyszczona i mimo że wacik jest czysty,  wrażenie to mnie nie opuszcza.

Skład: Aqua, Glycerin, Polysorbate 20, Disodium Cocoamphodiacetate, Sodium Hyaluronate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Peat Extract, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Benzyl Alcohol, Salicylic Acid, Sorbic Acid


Podsumowując, żel nie wywarł na mnie większego wrażenia.  Mimo, że przeznaczony jest do demakijażu oczu nie radzi sobie z kolorówką do nich przeznaczonych. Wykorzystam go do końca, jednakże w cenie 20 złotych można znaleźć o wiele lepiej działający i równie mało szkodliwy dla skóry kosmetyk.

15 komentarze: