Podkład to podstawa każdego makijażu. Powinien spełniać kilka funkcji. Po pierwsze - pasować do naszej cery nie tylko kolorem, ale równ...

Najlepsze drogeryjne podkłady.

22:52 angelinacosmetics 17 Comments


Podkład to podstawa każdego makijażu. Powinien spełniać kilka funkcji. Po pierwsze - pasować do naszej cery nie tylko kolorem, ale również działaniem. Po drugie powinien utrzymać się jak najdłużej na naszej buzi, pozostając niezauważalnym dla otoczenia i niewyczuwalnym dla nas. Dzisiaj chciałam Wam pokazać moje TOP3 drogeryjnych podkładów, które uważam, za godne tego mienia. Przedstawię je więc krótkimi recenzjami. Jest to tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia. Jeśli jesteś zainteresowana, zapraszam do lektury.


Wypróbowałam jak dotąd naprawdę wiele podkładów drogeryjnych i często się myliłam. Zazwyczaj problem tkwił w ich trwałości. Większość znikała po kilku godzinach od nałożenia. Dzisiejsze zestawienie to produkty naprawdę trwałe i wielofunkcyjne.



Pierwszy w zestawieniu jest Loreal True Match w kolorze N2 Vanilla.
Najnowsza wersja kultowego już podkładu naprawdę przypadła mi do gustu. Stary, dobrze znany True Match został wzbogacony o hybrydowe pigmenty, by jeszcze lepiej stapiać się z kolorem cery, zapewniając Ci gładkie i nieskazitelne wykończenie bez smug. Dodatkowo podkład zawiera w sobie witaminę B5 i E oraz glicerynę, aby dbać o Twoją skórę, pozostawiając ją miękką w dotyku.

Podkład nie ciemnieje, pozostawia świetliste i gładkie wykończenie. Wygląda dobrze zarówno nałożony pędzlem, jak  i gąbeczką. Idealny na co dzień. Jego krycie określiłabym jako średnie. Przy dwóch warstwach zakrywa wszelkie niedoskonałości. Ma w sobie mikro drobinki rozświetlające, więc odradzałabym go osobom z przetłuszczającą się cerą. Zagruntowany pudrem wytrzymuje na mojej skórze cały dzień.



Drugi na liście uplasował się Bourjois 123 Perfect w kolorze N52 Vanilla.
Podkład interesował mnie już od dawna. Na blogach czytałam o nim różne opinie, na YouTobie jedne go uwielbiały, inne nienawidziły.

Zawiera trzy korygujące pigmenty, aby pozostawić skórę bez jakichkolwiek niedoskonałości. Żółty pigment, aby ukryć sińce pod oczami i nadać spojrzeniu blasku (nie jestem zwolenniczką nakładania podkładu pod oczy). Fiołkowe pigmenty, by nadać cerze blasku, natomiast zielone, by zakryć zaczerwienienia.

Jak dla mnie jest to podkład typowo matujący. Nie mam potrzeby używać do niego pudru. Skóra po jego użyciu jest gładka, a jej koloryt jest ujednolicony. Świetnie nadkłada się go pędzlem, nieco gorzej gąbeczką, z pewnością ze względu na swoje pudrowe wykończenie. Niestety jego dużą wadą jest to, że ciemnieje. Tak więc jeśli masz zamiar go zakupić, wybierz odcień jaśniejszy.



Ostatni w zestawieniu jest Revlon Colorstay w odcieniu 180 Sand Beige. Ostatni nie dlatego, że najgorszy, ale dlatego, że najrzadziej używany. Jest to bowiem podkład ciężki, nadający się bardziej na większe wyjścia niż na codzienne perypetie. Niemniej jednak na większe wyjścia nadaje się idealnie.

Podkład kryje naprawdę świetnie. Już przy jednej warstwie jest w stanie zakryć wszelkie niedoskonałości. I niewiele jest w stanie go zniszczyć. Nałożony i zagruntowany pudrem wytrzyma bez problemu cały dzień, lub w przypadku większego wyjścia całą noc. Ja używam go na imprezy typu wesele i jak do tej pory - nie zawiodłam się.

Colorstay nie ciemnieje i dobrze nakłada się go zarówno gąbeczką, jak i pędzlem. Uważam, że warto jest go mieć w swojej kosmetyczce.


Loreal i Bourjois to podkłady zamknięte w buteleczce z pompką, co sprawia, że są o wiele wygodniejsze w codziennym użytkowaniu. Revlon tradycyjnie bez aplikatora sprawia, że często wylewam go więcej niż potrzebuję.


I to już koniec mojego zestawienia. Te produkty, póki co, uważam za naprawdę dobre, jeśli patrzymy na kosmetyk dostępny w drogeriach.
A jakie Wy podkłady uważacie za najlepsze? Czy któryś z moich ulubieńców gości w Waszych kosmetyczkach?

17 komentarze:

źródło Sesja, praca, szkoła, dom. Ciągły wir zajęć, gdzie godziny przelatują przez palce w zawrotnym tempie. Znacie to? Brak czasu pr...

Show must go on...

10:52 angelinacosmetics 4 Comments


Sesja, praca, szkoła, dom. Ciągły wir zajęć, gdzie godziny przelatują przez palce w zawrotnym tempie. Znacie to? Brak czasu praktycznie na wszystko, zmęczenie i ciągła nadzieja, że przecież jutro się ze wszystkim wyrobię.
Nie było mnie tu długo, bardzo długo. Gdy otworzyłam pulpit nawigacyjny bloggera spadła na mnie tona kurzu z górnej półki oglądalności. Zaniedbanie,  ot co. A jednak Wy ciągle tu zaglądacie, jesteście. To mnie tknęło. Poczułam, że zaniechałam coś, co naprawdę sprawiało mi radość. Blog dawał mi świadomość, że potrafię coś stworzyć i jeszcze komuś się to podoba.
Wracam więc, może nie z kupą nowych pomysłów, ale z kilkoma, z workiem moich nowych postów, dla Was, a więc - show must go on, Kochani, go on ... 

4 komentarze: