Dzisiaj przychodzę do Was z lekkim postem zapachowym. Jako że stoimy u progu września i powolutku zbliża się jesień, u mnie zaczyna się ...

Różowe piaski od Yankee Candle

10:02 angelinacosmetics 11 Comments


Dzisiaj przychodzę do Was z lekkim postem zapachowym. Jako że stoimy u progu września i powolutku zbliża się jesień, u mnie zaczyna się sezon ponownego sięgania po woski. Latem nie rezygnuję z nich całkowicie, jednakże nie jestem zwolenniczką odpalania świec i kominka w trzydziestostopniowym upale. Dzisiejszym bohaterem jest wosk Pink Sands od Yankee Candle

Jak pachną różowe piaski? Na próżno można szukać w tym zapachu morskich nut zapachowych. Oprócz lazurowej wody na obrazku i piasku w nazwie, z oceanem lub morzem niewiele jest tu wspólnego. Czym więc pachną? Jak doczytać możemy się na stronie Goodies.pl zapach ten to rześka linia cytrusów, słodkich kwiatów i wanilii. 

Na sucho wosk ma w sobie nieco kwasowości, jest w pierwszym odczuciu dość rześki, wanilii nie wyczuwam w ogóle, choć słodyczy mu nie brakuje. Po rozpaleniu cytryna gdzieś zanika i do naszego nosa dostaje się eksplozja kwiatowej słodyczy. Jaki to bukiet, nie potrafię rozpoznać, żaden ze znanych mi kwiatów nie przychodzi mi do głowy. Nuta ta jest jakby lekko perfumowana. Wanilia gdzieś w tle gra, jednak nie na pierwszych skrzypcach. Całość jest słodka, ale zapach nie przytłacza. Nawet po kilku godzinach nie męczy mnie i tak zwyczajnie miło jest go czuć w salonie. 

Mimo tego, że nie jestem  w stanie rozpoznać dokładnych nut kwiatowych, a zapach nic z piaskami nie ma wspólnego, to jestem nim po prostu zauroczona. Jest słodki, ale nie mdlący, lekko perfumowany i po prostu przyjemny. Ciężko jest go jednoznacznie opisać, ale właśnie takie nuty zapachowe lubię najbardziej - zaskakujące i pobudzające wyobraźnię. Wiem jedno, na ten zapach zdecydowałabym się w postaci dużej świecy. I Ty daj się porwać różowym piaskom! Dostać je możesz w sklepie internetowym Goodies.



11 komentarze:

Sezon urlopowy wciąż jeszcze trwa, wakacje przekroczyły półmetek i dzisiaj porozmawiamy sobie o wakacyjnej kosmetyczce. Należę do tego g...

Letnia kosmetyczka | Co zabrać ze sobą na urlop? | Sposoby na pomniejszanie miejsca w kosmetyczce.

09:37 angelinacosmetics 9 Comments


Sezon urlopowy wciąż jeszcze trwa, wakacje przekroczyły półmetek i dzisiaj porozmawiamy sobie o wakacyjnej kosmetyczce. Należę do tego grona osób, które z chęcią wzięłyby całą walizkę kosmetyków z przeświadczeniem, że "przecież wszystko jest mi niezbędne". Niestety walizki mają swoją pojemność, a jak kobieta ma niemniej ubrań i butów, to trzeba gdzieś znaleźć złoty środek. Dzisiaj pokażę Wam, co ja zabieram ze sobą na urlop, z czego rezygnuje i jakie mam sposoby na ograniczenie produktów w kosmetyczce. 




Ze względu na fakt, że latem zupełnie nie używam pudru, stawiam na podkład matujący. Zabieram więc ze sobą Rimmel Stay Matte. Przyjemna konsystencja musu, niewielka, poręczna, zakręcana tubka i mat, utrzymujący się przez kilka godzin. Mimo, że pogoda nie dopisuje, warto na wakacje zabrać ze sobą filtr przeciwsłoneczny. Ja odkryłam ostatnio krem 30 SPF z kolorantem od Bielendy. Wysoka ochrona przeciwsłoneczna i delikatne krycie, zupełnie jak w przypadku BB kremu. Świetna opcja na basen, czy nad jezioro, szczególnie, że jest wodoodporny. 
Aby ograniczyć miejsce w kosmetyczce, warto postawić na paletki. Kryją w sobie kilka kosmetyków, więc są niezwykle poręczne. Ja zabieram ze sobą paletkę do konturowania od Makeup Revolution
Jeśli chodzi o usta stawiam na neutralny kolor przybrudzonego różu i matowe wykończenie. Ukochana matowa pomadka Bourjois Velvet Matte i w kolorze Nude-Ist oraz konturówka Wibo w kolorze 03. Róż od Bourjois również jest wygodny, zawiera mini lustereczko i pędzelek w zestawie, a wszystko zamknięte w maleńkim opakowaniu. 


Antyperspirant rzecz podstawowa. U mnie świetnie sprawdza się seria Garnier Minerals. Wygodna, niewielka i poręczna kulka nie zajmuje dużo miejsca. Mus pod prysznic od Nivea to stosunkowo nowy produkt na rynku. Niesamowicie wygodna forma puszystego musu, który dokładnie myje i przepięknie pachnie. Wszystko zamknięte w opakowaniu wielkości dezodorantu, nie zajmie wiec dużo miejsca, a forma pianki sprawia, że jest niezwykle wydajny i z pewnością starczy na cały urlop. Veet krem do depilacji pod prysznic, to moja alternatywa dla maszynek. Radzi sobie ze zbędnym owłosieniem i unikam nieprzyjemnych podrażnień, możliwych podczas depilacji maszynką. Również nie zajmuje wiele miejsca. 


O pielęgnacji twarzy nie możemy zapominać nawet podczas urlopu. Wiatr, słońce, słona lub chlorowana woda działa na nią szkodliwie. Maleńka silikonowa myjka do twarzy z Rossmana świetnie spisuje się do codziennego mycia i masowania twarzy jednocześnie. Łatwa do czyszczenia i niezwykle poręczna. Krem nawilżający na dzień APN, mini krem pod oczy Yasumi, oraz nawilżający płyn micelarny Dermedic Hydrain3, czyli podstawa codziennej pielęgnacji.
Mini szampon Gliss Kur chroniący kolor i maska nawilżająca Pilomax zadbają o moje włosy podczas urlopu. 


Podczas urlopu warto pamiętać o ulubionych zapachach. Ja stawiam na mgiełki Avon. Lekkie, plastikowe opakowania i soczyste, owocowe zapachy. Jak dla mnie idealne na urlop. 


Jak ograniczyć ilość kosmetyków na urlopie?
Ja mam kilka sprawdzonych sposobów, aby po pierwsze zabierać ze sobą mniej i przy okazji oszczędzać czas na urlopie. W końcu to czas, który musimy wykorzystać w  100 %, a nie stać  przed lustrem. 
Po pierwsze henna do brwi. Zabieg ten możemy wykonać w domu, lub jeśli nie potrafimy, u kosmetyczki. Malowanie brwi odchodzi w niepamięć, a kilka minut codziennie rano zaoszczędzone. Po drugie paznokcie hybrydowe. Wiem, że nie każda z Was jest zwolenniczką paznokci hybrydowych, ale choćby na sam urlop warto o nim pomyśleć. Paznokcie bez szwanku wytrzymują całe dwa tygodnie i nie musimy przejmować się odpryskami. Ja na urlop stawiam również na zagęszczanie rzęs u kosmetyczki. Jest to niesamowita wygoda podczas urlopu. Malowanie oczu idzie w kąt, a ja oszczędzam około 20 minut dziennie. Przez te trzy zabiegi nie tylko ograniczam ilość kosmetyków w wakacyjnej kosmetyczce, ale również oszczędzam czas na urlopie. W końcu właśnie o to chodzi. 

A jak Wyglądają Wasze wakacyjne kosmetyczki? 

9 komentarze:

Pamiętam dobrze jak Nivea wprowadziła na rynek jako pierwsza innowacyjny kosmetyk jakim był balsam pod prysznic. Idealna opcja dla zabie...

Balsam pod prysznic Balea z drogocennymi olejkami. | Lepszy niż popularny Nivea?

09:06 angelinacosmetics 6 Comments


Pamiętam dobrze jak Nivea wprowadziła na rynek jako pierwsza innowacyjny kosmetyk jakim był balsam pod prysznic. Idealna opcja dla zabieganych, którzy w szybki sposób, już pod prysznicem, mogą nawilżyć swoją skórę i cieszyć się z oszczędności czasu. Oczywiście po sukcesie Nivei nie trzeba było długo czekać, aż inne firmy pójdą za ciosem. Obecnie możemy znaleźć kilka podobnych produktów i dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć jeden z nich od Balea.

Zacznę od tego, że nienawidzę się balsamować, dlatego też wszelkie produkty, pomagające mi nawilżyć skórę już podczas kąpieli chętnie przygarniam. Balsam pod prysznic to dla mnie więc idealne rozwiązanie. Jak więc się sprawdził i czy rzeczywiście pozwala nam zaoszczędzić czas? 

To co mnie zaskoczyło to naprawdę dobry skład. Już na drugim miejscu w składzie widnieje olej z nasion słonecznika, później mamy olej z awokado, masło shea, olej ze słodkich migdałów, brzmi kusząco, prawda? 


Balsam zamknięty jest w plastikowej butelce o pojemności 400 ml, zamykanej na klik. Jej używanie nie sprawiało mi żadnego dyskomfortu, butelka nie wyślizgiwała mi się z rąk. Twarde opakowanie utrudnia jedynie wydobycie resztek kosmetyku, gdy ten chyli się ku wykończeniu. 

Konsystencja kosmetyku jest gęsta i zbita, zapach słodki i przyjemny. Użycie go jest dziecinnie proste. Wystarczy wsmarować go w zwilżoną wcześniej skórę i dokładnie spłukać. A jakie daje efekty?

Sądząc po bogatym składzie liczyłam, że będzie bił na głowę Niveę, tymczasem efekt daje podobny do konkurencji. Zostawia lekki film na skórze, ale przy bardzo wysuszonej i odwodnionej będzie on po prostu niewystarczający. Moja skóra należy do tych normalnych i latem taka pielęgnacja zupełnie mi wystarcza. Skóra jest miękka i miła w dotyku, szkoda tylko, że ten słodki zapach nie utrzymuje się na skórze ciut dłużej. Balsam nie podrażnił mnie, ani nie uczulił i to zawdzięcza zapewne dość dobremu składowi. 


Podsumowując, balsam pod prysznic Balea z drogocennymi olejkami daje podobny efekt do Nivei. Skóra jest gładka i odżywiona, ale nawilżenie to nie będzie wystarczające dla bardzo wymagającej skóry. Patrząc na to, że Balea posiada w swoim składzie cenne olejki (w przeciwieństwie do balsamu Nivea, który oferuje nam głównie parafinę) i w przeliczeniu na złotówki nadal wychodzi o połowę taniej, to wybór jest dla mnie jednoznaczny. Jedyny, ale dość znaczący minus, to dostępność. Balsam Nivea dostaniemy w każdej drogerii i hipermarkecie, aby dorwać Balea trzeba się nieco natrudzić, ale polecam Wam go, choćby ze względu na bogaty skład w naprawdę niskiej cenie.

6 komentarze:

Latem odpuszczam sobie ciężkie perfumy i wody toaletowe. Za to sięgam chętnie po wszelkie mgiełki zapachowe. Są lekkie, świeżo pachną i ...

Jak radzić sobie w upalne dni? | Zapachowe orzeźwienie z Avon

16:40 angelinacosmetics 14 Comments


Latem odpuszczam sobie ciężkie perfumy i wody toaletowe. Za to sięgam chętnie po wszelkie mgiełki zapachowe. Są lekkie, świeżo pachną i idealnie spisują się podczas upałów. Nie są wprawdzie tak trwałe jak perfumy i wymagają poprawiania w ciągu dnia, ale wynagradzają to lekkością. Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam kilka propozycji jakie daje nam Avon. Ich mgiełki stosuję już od lat, więc należy im się kilka zdań na blogu. Dzisiaj mam trzy propozycje zapachowe idealne na lato. 


Jeden z moich ulubionych zapachów jeśli chodzi o mgiełki Avon, a miałam ich już kilka. Do tego wracam najczęściej i najbardziej mi odpowiada. Soczyste połączenie mango i granatu to eksplozja świeżości. Zapach mango jest słodki ale niezbyt ciężki. Granat  dodaje mu lekkości i cierpkości zarazem. Utrzymuje się około 3 godzin, później wymaga poprawek. Buteleczka z plastiku jest niewielka  i lekka, więc możemy ją zabrać gdzie tylko chcemy. Atomizer działa bez zarzutu. 


Stosunkowo nowy zapach w ofercie Avon, typowo letni. Ciekawe połączenie kokosa i karamboli. Jest mniej intensywny niż jego poprzednik i nieco bardziej słodki, ale w dalszym ciągu orzeźwiający, wszystko za sprawą karamboli, która niweluje słodycz kokosa. Połączenie lekkie i ciekawe. Moim zdaniem zapach idealny na przykład na wypad nad wodę. 


I na koniec ciekawa propozycja mgiełki zapachowej, zawierającej mnóstwo brokatowych drobinek. Pięknie pachnie marakują i peonią. Idealnie sprawdzi się do sukienek i bluzek z odkrytymi ramionami. Drobinki są srebrne i bardzo ładnie wyglądają na opalonej skórze. Nie jest to dyskotekowy błysk, drobinki są bardzo subtelne i delikatne. Świetna opcja na letnią imprezę. Mgiełka nie pozostawia tłustej ani lepkiej warstwy. 


Mgiełki możecie dostać, zamawiając je poprzez konsultantkę. Ich ceny wahają się od 7 do 15 zł, w zależności, czy są jakieś promocje. A Wy ? Lubicie mgiełki na lato?

14 komentarze:

Paznokcie hybrydowe szturmem weszły w całą blogsferę już jakiś czas temu. Nic dziwnego, wszak mamy możliwość utrzymać swoje manicure w n...

Zestaw startowy Semilac z lampą LED | Czy się opłaca ?

20:53 angelinacosmetics 8 Comments


Paznokcie hybrydowe szturmem weszły w całą blogsferę już jakiś czas temu. Nic dziwnego, wszak mamy możliwość utrzymać swoje manicure w nienagannym stanie przez dwa, trzy tygodnie. Jakiś czas temu i ja rozpoczęłam swoją przygodę z hybrydami. Postawiłam na zestaw startowy Semilac z załączoną 6W lampką LED. Jak ten zestaw się spisuje? Co zawiera? I jakie wrażenia mam po wykonywaniu paznokci w zaciszu domowym?


W zestawie startowym Semilac znajdziemy wszystkie niezbędne elementy do wykonania manicure hybrydowego. Z tego co wiem, na przestrzeni ostatniego czasu owy zestaw dość się zmienił i przybyło mu kilka elementów ułatwiających zrobienie pazurków. W zestawie, który na stronie producenta, dostaniemy za 219 zł, znajdziemy więc ... 


Bazę oraz top i jeden kolor lakieru hybrydowego. Dwa pierwsze są niezbędne do wykonania manicure hybrydowego. Nie ma tu większej filozofii, baza pod kolor, top na kolor. Semilac oferuje nam kilka rodzajów baz i topów, między innymi bazę witaminową, 2w1, top no wipe. W podstawowym zestawie otrzymujemy standardowy top i bazę. Spisują się naprawdę dobrze, baza ma dobrą przyczepność, top nadaje pięknego błysku. Do tego zestawu dołączono również kolor lakieru hybrydowego 026 My Love, czyli piękną, klasyczną czerwień z delikatnymi drobinkami. 


W zestawie znajdziemy również cleaner do przeczyszczania paznokci oraz aceton do ich ściągania. Oba bardzo przydatne do wykonania manicure. Cleaner przeciera warstwę depresyjną jaką każda warstwa lakieru wytwarza. Natomiast aceton dobrze radzi sobie z rozpuszczaniem hybrydy, przez co ściągnie lakieru jest naprawdę szybkie i bezproblemowe. 


Jeśli już przy usuwaniu hybrydy jesteśmy, w zestawie znajdziemy również folie do ściągania lakieru. Nie jest to może niezbędny gadżet, ale dzięki przyczepionym kawałkom materiału naprawdę wygodny. Dostajemy ich 50 sztuk. Później takie "paczuszki"  możemy zrobić sobie same z folii aluminiowej i wacików kosmetycznych. 


Waciki pezpyłkowe. Na upartego nie są one niezbędne, ale nie zostawiają resztek waty i innych "śmieciuszków" na paznokciach, więc zdecydowanie ułatwiają robotę. Dostajemy ich w zestawie 250 sztuk.



Zestaw posiada również dwa pilniczki, bloczek polerski i striper do ściągania lakieru hybrydowego. Pilniczki jak i bloczek polerski spisują się prawidłowo. Striper można zastąpić metalowym kopytkiem lub drewnianym patyczkiem, ale mimo wszystko fajnie się sprawdza i łatwo ściąga się nim lakier hybrydowy. Ciekawy gadżet. 


No i oczywiście najważniejszy bohater, bez którego nie wyjdzie nam hybrydowy manicure, czyli lampka LED. Jest maleńka, niezwykle leciutka i urocza. Utwardza lakier w 30 sekund, czyli rzeczywiście skraca czas wykonania hybryd. Dodatkowo załączony jest do niej zasilacz. 


Co warto sobie dokupić, by manicure wyszedł perfekcyjnie? Moim zdaniem przydadzą się drewniane patyczki do przesuwania skórek lub ściągania lakieru hybrydowego. Preparat do usuwania skórek oraz obcinacz do skórek (jeśli preferujesz ich wycinanie). Warto zakupić sobie również stosunkowo nowy produkt jaki oferuje nam Semilac, a mianowicie Hardi, czyli hybrydę o charakterze żelu, dzięki której wzmocnimy lub przedłużymy paznokcie. Ja osobiście mam słabe paznokcie, więc Hardi używam do ich wzmocnienia. 

Czy zestaw się opłaca? Myślę, że tak. W jednym pudełku dostajemy wszystkie niezbędne produkty do stworzenia hybryd na swoich paznokciach. Wiadomo, że są tam produkty, które niekoniecznie są nam niezbędne, ale mimo wszystko mnie zestaw bardzo dobrze się użytkuje i jestem z niego zadowolona. Możecie go zakupić na stronie Semilac za 219 zł. 

U mnie manicure utrzymuje się dwa tygodnie. Po tym czasie odrost jest już tak duży, że nie mogę na niego patrzeć. Poza odrostem nic nie dzieje się z lakierem, nie ma odprysków, ani przetarć. Jest to dla mnie niesamowita wygoda. Kiedy chcę mogę wykonać manicure w domu, nie muszę już latać do kosmetyczki, wpasować się w wolny termin. Jest to niesamowita oszczędność czasu i pieniędzy. Ja nie żałuję, że rozpoczęłam przygodę z hybrydami na własną rękę.


A tutaj prezentuje Wam Semilac Sleeping Beauty 130, który domówiłam sobie do zestawu startowego. Brzoskwiniowo różowy neonek idealny na lato. Jak Wam się podoba? 

8 komentarze: