Czy olej konopi może dobrze nawilżyć? | INDIA Serum do bardzo suchej skóry

Nadchodzi wiosna, a wraz z nią ukazują się wszystkie mankamenty jakie pozostawiła na naszej skórze mroźna pogoda. Przesuszone od czap...



Nadchodzi wiosna, a wraz z nią ukazują się wszystkie mankamenty jakie pozostawiła na naszej skórze mroźna pogoda. Przesuszone od czapki włosy, dłonie wystawiane na mróz, czy spierzchnięte usta. Znacie to prawda? Czas, by pożegnać zimę i przygotować skórę na nadejście ciepłych dni. Dzisiaj przychodzę do Was z produktem, który pomoże zregenerować skórę dłoni. Mowa tu o serum do bardzo suchej skóry z wyciągiem z oleju konopi od India Cosmetics. Jak się sprawdziło?


Opakowanie
Krem zamknięty jest w wygodnej, miękkiej tubce, z zamknięciem na klik. Szata graficzna może mało elegancka, niemniej jednak przyciągająca uwagę i mnie osobiście bardzo się podoba. Tubka dodatkowo zapakowana jest w kartonik, na którym znajdziemy wszystkie informacje, dotyczące produktu. 

Konsystencja i zapach
Krem ma biały kolor i dość gęstą konsystencję, nie spływa z dłoni. Bardzo łatwo się rozprowadza po skórze. Zostawia delikatny film, nie jest on jednak lepki, ani mocno wyczuwalny i w żaden sposób mi nie przeszkadza. Szybko się wchłania. Zapach jest ... dziwny. Ciężko mi jednoznacznie sprecyzować, może to zasługa tego oleju konopnego. Z pewnością nie należy do tych słodkich i perfumowanych. Jest raczej delikatny jakby lekko roślinny i zaraz po aplikacji się ulatnia. Mnie nie przeszkadza, jest dla mnie neutralny. 

Skład
Jeśli chodzi o skład jest on długi, a składniki, o których pisze producent, owszem są, jednakże daleko, daleko za innymi. Na pierwszym miejscu oczywiście woda i wazelina. Dopiero później  masło shea, kilka emolientów, lanolina, parafina (dlatego do twarzy tego serum nie polecam), proteiny soi i dopiero gdzieś po koniec znajduję olej z nasion konopii, który silnie odżywia skórę i wyciąg z soku z aloesu, który ma za zadanie łagodzić wszelkie podrażnienia. Na końcu łagodzący pantenol o działaniu nawilżającym, witamina E i kilka substancji zapachowych. 

Działanie
Producent zaleca używać serum do bardzo suchej skóry dłoni i twarzy. Ja jednak do twarzy bym go nie użyła ze względu na parafinę w składzie. Używałam więc go wyłącznie na dłonie i tam spisywało się znakomicie. Wygładza skórę dłoni i daje uczucie nawilżenia na długo. Przy dłuższym stosowaniu skora się zregenerowała, a wszelkie suche skórki w okolicach kostek zniknęły. Dobrze zmiękcza również skórki wokół paznokci, więc warto poświęcić chwilkę by go tam wmasować. 
Jak dla mnie, krem spisuje się bardzo dobrze, ale wyłącznie na dłoniach, czy stopach. Na twarzy używanie go, szczególnie przy kapryśnych cerach, może okazać się zgubne. Parafina ma bowiem tendencję do zapychania. Może się sprawdzić na twarzy jedynie przy skórze mocno odwodnionej i przesuszonej. Ja przy mojej mieszanej nie ryzykuję. 
Z działania jestem zadowolona, opakowanie również na plus, zapach mógłby być może troszkę bardziej intensywny i łatwiejszy do sprecyzowania. Jeśli miałabym się przyczepić, to do zmiany, moim zdaniem - skład. Substancję takie jak wyciąg z aloesu, czy olej konopny powinny zająć znacznie wyższe miejsce. Minusem jest również dostępność, stacjonarnie na próżno go szukać. Dostaniecie go na stronie producenta INDIA i w sklepach internetowych. 


Paletka cieni do powiek WIBO GO NUDE SEX APPEAL EDITION

Wybór paletek cieni do powiek jest obecnie tak wielki, że każda z nas znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Na rynku znajdziemy paletk...


Wybór paletek cieni do powiek jest obecnie tak wielki, że każda z nas znajdzie coś odpowiedniego dla siebie. Na rynku znajdziemy paletki znanych i lubianych marek w cenach przyprawiających o zawrót głowy i tych bardziej ekonomicznych. Jakiś czas temu wygrałam w konkursie WIBO paletkę GO NUDE SEX APPEAL EDITION, która nie ma co ukrywać, jest mocną inspiracją paletki od Urban Decay Naked 3. Jak się sprawdziła? 


Opakowanie
Cienie zamknięte są w bardzo solidnym opakowaniu, imitującym metal, jest jednak bardzo lekkie i poręczne. Bez większych problemów otwiera się i zamyka. W środku znajdziemy lusterko oraz dwustronny pędzelek, który o dziwo, okazał się być całkiem przyjemny w używaniu. Nie jest to może mistrz blendowania, ale rozciera cienie bez większych oporów. Całość zachowana w kolorystyce złota prezentuje się niezwykle elegancko. 

Kolorystyka
W paletce znajdziemy 12 cieni o pięknej gamie kolorystycznej, gdzie przeważa brąz i złoto. Większość cieni jest satynowa i połyskująca. Tylko dwa cienie są matowe i nad czym bardzo ubolewam, nie jest to ten najjaśniejszy beż. I tego właśnie tej paletce brakuje, czyli jasnego typowo matowego koloru bazowego, który jest tak przydatny do matowienia powieki, czy łuku brwiowego. W tej paletce najjaśniejszy kolor jest połyskujący, sprawdzi się więc pod łuk brwiowy jedynie w makijażu wieczorowym.  Paletka jest bardzo uniwersalna, delikatne brązy idealnie sprawdzą  się do dziennych makijaży, a dzięki umieszczeniu w paletce dwóch ciemnych szaro-niebieskich cieni, w szybki sposób jesteśmy w stanie wyczarować wieczorowe smokey. 

Pigmentacja, struktura, trwałość
Jeśli chodzi o pigmentację cieni, określiłabym je jako średnie. Ciemne kolory są mocno napigmentowane, jednak jasne pozostawiają wiele do życzenia. Cienie są pudrowe, lubią pylić i tym samy osypywać się podczas aplikacji. Jeśli chodzi o blendowanie sprawiają przez swą suchą konsystencję trochę problemów. W ciągu dnia nie rolują się, ani nie wycierają, oczywiście jeśli nałożysz je na bazę. Na moich powiekach, bez bazy, utrzymują się zaledwie dwie godziny, ale moje powieki są dość problematyczne. Z bazą natomiast mogę się nimi cieszyć przez cały dzień. 



Dla kogo? 
Gama kolorystyczna jest tak neutralna, że będzie pasować praktycznie każdej z Was, pod warunkiem, że tolerujecie na powiekach błysk. Jeśli chodzi o samą paletkę nie jest to z pewnością propozycja dla osób profesjonalnie zajmujących się makijażem, tym bardziej dla tych, które malują inne osoby. Polecam ją jednak każdej z Was, która przygodę z makijażem zaczyna i chciałaby mieć paletkę z dużą ilością kolorów, zamkniętych w pięknym i poręcznym opakowaniu. Nada się też dla wszystkich z Was, które szukają paletki na dzień i nie chcą wydawać na nią fortuny. Paletkę określiłabym jako dobrą, na plus z pewnością kolorystyka i opakowanie, na minus suchość cieni i brak koloru bazowego w postaci jasnego matowego beżu. 


Dostaniecie ją na stronie WIBO oraz w każdym Rossmanie, w cenie około 40 zł. Jak Wam się podoba propozycja Wibo i tańsza alternatywa dla Urban Decay Naked 3? 

A jeśli przy paletkach jesteśmy, to przypominam Wam o konkursie, w którym do wygrania jest przepiękna brzoskwiniowa paletka od Makeup Revolution  KLIK

Odprężający rytuał z Yankee Candle Verbena

Nie ma nic przyjemniejszego niż wieczorny relaks przy dobrej herbatce lub lampce wina w towarzystwie przyjemnego zapachu. Dzisiaj chcia...


Nie ma nic przyjemniejszego niż wieczorny relaks przy dobrej herbatce lub lampce wina w towarzystwie przyjemnego zapachu. Dzisiaj chciałam Wam przedstawić jeden z zapachów od Yankee Candle, który idealnie wpisze się w wiosenne klimaty. 

Verbena - wosk z kwiatowej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o odświeżającym zapachu kwiatów werbeny połączonej z cytrusami i kremową wanilią.

Liczyłam na to, że zapach będzie mocno kwiatowy, niestety taki nie jest. Choć może niestety to złe słowo, ponieważ zapach mimo to jest bardzo przyjemny. Wyczuwam w nim więcej nut cytrusowych, świeżych i delikatnych, gdzieś w tle dopiero wyłania się kwiatowa woń osłodzona wanilią. Zapach należy do tych intensywnych, wystarczy kawałeczek by cały pokój wypełnił się zapachem, jednakże nie męczy, jest odświeżający i świetnie sprawdzi się w cieplejsze dni. Jeśli nie jesteś fanem przesłodzonych cukierkowych zapachów, to werbena powinna Ci się spodobać. 


Lubicie delikatne, świeże zapachy, czy preferujecie słodkie cukiereczki? 

2 urodziny bloga - wygraj brzoskwiniową paletkę Makeup Revolution

Czas leci tak szybko, że nawet nie obejrzałam się, a blog ma już dwa lata. Dokładnie w marcu 2015 napisałam swój pierwszy post na blogu...


Czas leci tak szybko, że nawet nie obejrzałam się, a blog ma już dwa lata. Dokładnie w marcu 2015 napisałam swój pierwszy post na blogu, patrząc na tamte wpisy widzę jak bardzo blog się rozwinął i jak wiele udało mi się nauczyć. Lepsze zdjęcia, piękniejszy szablon, profil na Instagramie i Facebooku i coraz więcej Was - czytelników. Są osoby, które regularnie tu zaglądają,  które komentują i udzielają się na blogu, część z Was nawet udało mi się poznać na żywo, z czego niezmiernie się cieszę. Dajecie mi mnóstwo zapału do pisania i prowadzenie tego małego zakątka internetu. Stało się to moją odskocznią od rzeczywistości. Życzę sobie i Wam mnóstwo sukcesów, niezależnie w jakiej dziedzinie się rozwijacie. 

W związku z tą mini rocznicą, przygotowałam dla Was rozdanie, w którym do wygrania jest przepiękna brzoskwiniowa czekoladka od Makeup Revolution I HEART CHOCOLATE AND PEACHES.
Jeśli chcesz powiększyć swoją kolekcję lub obdarować bliską Ci osobę zapraszam do zabawy.

Aby wziąć udział w rozdaniu należy:

Obowiązkowo:

→  Być publicznym obserwatorem mojego bloga  (wystarczy, że masz konto na gmailu, klikasz w gadżet OBSERWATORZY w kolumnie po prawej stronie bloga)

→  Udostępnić baner konkursowy  (forma zupełnie dowolna, udostępnić baner możesz na Facebooku, Instagramie, własnym blogu, w poście, wybór należy do Ciebie :-) ) 


Dodatkowo:

→  Obserwować mój profil na Instagramie  KLIK 

→  Polubić AngelinaCosmetics na Facebooku KLIK 

Baner do pobrania:

Wystarczy spełnić powyższe wymogi i zostawić zgłoszenie w komentarzu. Wzór zgłoszenia:

Obserwuję jako:
Baner konkursowy: (link do miejsca, w którym został umieszczony)
Obserwuję na FB jako: (TAK/NIE)
Obserwuję na Instagramie jako: (TAK/NIE) 
e-mail:

Regulamin:
1. Organizatorem i fundatorem nagród jest właścicielka bloga AngelinaCosmetics, nagroda jest nowa.
2. Konkurs trwa od 17.03.2017 do 10.04.2016 do godziny 23:59
3. Zgłoszenia przyjmowane są w komentarzach pod postem konkursowym według wzoru zgłoszenia.
4. Zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losowania.
5. Osoba wylosowana ma 3 dni po ogłoszeniu wyników na wysłanie mi danych, niezbędnych do wysyłki, w przypadku, gdy Zwycięzca nie spełni tego warunku, losowanie odbywa się ponownie.
6. Paczkę wysyłam wyłącznie na terenie Polski za pośrednictwem Poczty Polskiej
7. Wyniki konkursu zostaną podane do 7 dni po dacie zakończenia zabawy.
8. Zgłaszając się do konkursu, akceptujesz niniejszy regulamin.
9. W konkursie musi wziąć udział co najmniej 35 osób.


Konkurs nie podlega przepisom Ustawy o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)


Powodzenia!


Odżywka do rzęs Long 4 Lashes | Efekt po dwóch miesiącach

O pięknych długich rzęsach marzy każda kobieta. Ja sama przez jakiś czas systematycznie chodziłam do kosmetyczki na zabieg przedłużania ...


O pięknych długich rzęsach marzy każda kobieta. Ja sama przez jakiś czas systematycznie chodziłam do kosmetyczki na zabieg przedłużania rzęs, by cieszyć się wspaniałym wachlarzem. Niestety to spowodowało, że moje naturalne włoski stały się strasznie krótkie i proste. Wtedy w Rossmanie wpadła mi w ręce odżywka do rzęs od Long 4 Lashes. Jak się sprawdziła po dwóch miesiącach używania? 


Jak obiecuje producent, serum ma za zadanie wydłużyć, zagęścić oraz znacznie wzmocnić kondycję rzęs. W składzie znajduje  się bimatoprost, substancję stymulującą wzrost włosków oraz kwas hialuronowy, który ma je nawilżyć i nadać im zdrowego blasku. Dodatkowo witamina B, która poprawia strukturę włosa oraz alantoina, która z kolei chroni przed podrażnieniami. 

Produkt o pojemności 10 ml zamknięty jest w kartonowe opakowanie, na którym znajdziemy wszystkie informacje, w tym skład i sposób użycia. Sama odżywka ma formę jak eyeliner i w ten sam sposób się jej używa, po prostu smarując pędzelkiem wzdłuż linii rzęs po uprzednim demakijażu, najlepiej na noc. Serum jest bezzapachowe i bezbarwne i co ważne, bardzo wydajne. Ja używam go codziennie przez dwa miesiące i jest go jeszcze około połowa w opakowaniu. 



Stosowałam odżywkę co wieczór i byłam w tym naprawdę systematyczna. Ani razu mnie nie podrażniła, a mam tendencję do tarcia oczu w trakcie snu, nie czułam również szczypania ani żadnego innego dyskomfortu. Już po dwóch tygodniach zauważyłam, że rzęsy stały się bardziej podkręcone, po miesiącu, malując je, widziałam, że nieco urosły. Obecnie widzę zdecydowaną różnicę, rzęsy są naprawdę długie. Nie zgęstniały jakoś spektakularnie, ale wzrostu nie można im odmówić. Zresztą zobaczcie same. 


Wiem, że u niektórych z Was efekt znika wraz z odstawieniem, nie wiem jak będzie u mnie, póki co będę jej używać, bo na moje rzęsy działa. Post zaktualizuje w momencie, gdy odżywka dosięgnie dna. Do kupienia w praktycznie każdej drogerii stacjonarnej, bez promocji cena około 80 zł, jednak często są atrakcyjne ceny, więc warto polować. 
Używacie odżywek do rzęs? Przyniosły efekty? 

Balsamy do ciała Balea | BODYLOTION

Zimową porą lubię sięgać po gęste i treściwe masła o pięknych zapachach, wiosną i latem wybieram balsamy o lekkiej konsystencji. Dzisia...


Zimową porą lubię sięgać po gęste i treściwe masła o pięknych zapachach, wiosną i latem wybieram balsamy o lekkiej konsystencji. Dzisiaj chciałam Wam przedstawić trzy takie produkty do ciała od firmy Balea o pięknych zapachach. Ciekawi? 

Od Balea miałam już żele pod prysznic, o którym pisałam Wam TUTAJ, płyn micelarny, o którym poczytać możecie w TYM WPISIE, czy kremy do rąk, o których wspominałam TUTAJ  i za każdym razem byłam z tych kosmetyków zadowolona. Balsamy, a dokładnie lotiony, które widzicie na zdjęciu, zamknięte są w dużych butelkach zamykanych na klik o pojemności 500 ml, starczą więc naprawdę na długo. Przyjemna dla oka szata graficzna i wszelkie informacje znajdują się opakowaniu, oczywiście po niemiecku. 
Balsamy mają średnio gęstą konsystencję, nie spływają z dłoni. Mają biały kolor. Mimo lekkiej konsystencji ciężko je "wpracować"  w skórę. Trzeba się trochę namachać, żeby całkowicie się wchłonęły, ponieważ potrafią smużyć. Dla jednych będzie to plus, ponieważ sprawia to, że musimy dłużej masować naszą skórę, co niewątpliwie jej służy. Jednak osoby, które czynności balsamowania nie lubią - mogą być tym mocno poirytowane.  Składy są typowo drogeryjne, oparte na glicerynie i tanim oleju słonecznikowym, nie jest więc to propozycja dla fanek naturalnych kosmetyków. 
Posiadam w swoim zbiorku trzy wersje zapachowe. Pierwsza to orchidea i kwiaty migdałów - delikatny, przyjemny kwiatowy zapach. Nie jest w żaden sposób drażniący, czuć go na skórze jeszcze chwilę po aplikacji. Druga wersja zapachowa to miód i mleko - słodki, otulający zapach, mocniej czuć w nim miód. Ostatni zapach określiłabym jako kremowy - pachnie jak krem Nivea, bardzo lubię ten zapach i co mnie jeszcze bardziej cieszy - utrzymuje się na skórze najdłużej z całej trójki. 
Balsamy nie mają działania mocno nawilżającego. Skóra po ich użyciu jest miękka i miła w dotyku, niemniej jednak jeśli borykacie się z mocnymi przesuszeniami, mogą okazać się być niewystarczające. 

Podsumowując, te lekkie balsamy mają bardzo przyjemne zapachy i naprawdę dużą pojemność, więc wystarczą na długo. Dla mnie minusem jest ich długi czas wchłaniania. Sprawdzą się u osób o niewymagającej skórze. Ich cena to około 15 zł i jest naprawdę ogromny wybór wersji zapachowych, każda więc znajdzie coś dla siebie. 



Lubicie produkty Balea? Co sądzicie o tych balsamach?